Prasa o nas - Norymberski "Czarodziejski flet - wyzwanie"
Malgorzata I. Niemczynska, 2007-05-28,
Zródlo: Gazeta Wyborcza Kraków. Foto: Tomasz Wiech / AG

Zamiast masońskiego moralitetu, którego niektórzy uparcie doszukują się w "Czarodziejskim flecie", podczas niedzielnego występu w Krakowie norymberscy artyści pokazali dzieło lekkie, łatwe i przyjemne.

I - co tu dużo mówić - po prostu urocze. Spektakl "Czarodziejski flet - wyzwanie" teatru Thalias Kompagnons i zespołu ensembleKONTRASTE powstał według opery Wolfganga Amadeusza Mozarta z librettem Emanuela Schikanedera opartym na niemieckiej baśni Christopha Martina Wielanda.

To inscenizacja zrywająca z klasycznym podejściem do powszechnie uważanej za wybitną opery. Chociażby dlatego, że norymberscy artyści odtwórcami głównych ról uczynili lalki pacynki. Poruszają nimi aktorzy animatorzy (Joachim Torbahn i Tristan Vogt), którzy niekiedy udzielają też postaciom głosu, a efekty ich pracy oglądać można na wielkim ekranie zawieszonym ponad sceną.

Efekty to zazwyczaj komiczne. Publiczności trudno zachować powagę, gdy zakochany książę Tamino śpiewa miłosną arię do portretu księżniczki Paminy, wychwalając jej urodę, podczas gdy każdy może na własne oczy zobaczyć jej wyjątkowo paskudny ryjek. Na dokładkę mamy sceny, w których groteskowy Papageno biega z łapką na muchy, bądź tchórzliwie chowa głowę do wiadra. Jakby tego było mało, próba wody i ognia, jaką na żądanie arcykapłana słońca Sarastro muszą przejść bohaterowie, sprowadza się do absurdalnego zanurzenia lalek w dwóch wielkich garach kuchennych. Do tego, który ma symbolizować ogień, wrzucony wcześniej zostaje... węgiel do grilla.

Nie oznacza to, że norymberski "Czarodziejski flet" jest po prostu farsą o znikomej wartości artystycznej. O nią zadbał przede wszystkim solista Daniel Glober, który dzięki niezwykłej skali głosu wykonuje wszystkie arie opery. A są wśród nich zarówno soprany (Pamina, Królowa Nocy), barytony (Papageno), tenory (Tamino), jak i basy (Sarastro). Całość to doprawdy przepyszna rozrywka najwyższej jakości, która stawia przede wszystkim na pokazanie baśniowej magii "Czarodziejskiego fletu", a nie odwiecznej walki dobra ze złem czy trudnej drogi, jaką trzeba przejść, aby stać się godnym wtajemniczenia (taką interpretację preferowali dotąd różni fani wolnomularstwa).

Aż szkoda, że spektakl można było zobaczyć w Krakowie tylko raz.