Prasa o nas - Staś Straszydło - Teatr im. Słowackiego
Gazeta Wyborcza w Krakowie, Joanna Targoń29-06-2004


Duch ekspresjonistycznych kabaretów, świetna muzyka, upiorne dydaktyczne wierszyki dla dzieci, a nawet trochę lirycznej zadumy - spektakl Staatstheater Nürnberg zabawił i postraszył

Staś Straszydło, Michaś, który nie chciał jeść zupy, Kasia bawiąca się zapałkami, Grześ bawiący się uparcie na dworze, choć wieje wiatr, Julek mający brzydki zwyczaj ssania palców - to bohaterowie wierszyków Heinricha Hoffmana z połowy XIX wieku. Niegrzeczne dzieci, które nie chciały słuchać rodziców, mądrych kotów, głosu rozsądku - no i źle skończyły. Źle - to mało powiedziane. Bardzo źle. Michaś wychudł i umarł, Julkowi krawiec obciął paluszki, z Kasi została kupka popiołu, a Grześ uleciał hen na parasolu. Wierszyki Hoffmann napisał dla synka, bo uznał, że brakuje odpowiednich utworów dla dzieci. Nastrój tych "odpowiednich" dla nieletnich utworów dydaktycznych jest wręcz surrealistyczny, można też zastanawiać się nad skutkami takiego wychowywania od dzieciństwa.

Spektakl z Norymbergi rozgrywał się w czymś w rodzaju kabaretu skrzyżowanego z siedzibą zombie. Wysokie ściany, niechlujnie posklecane z desek, zasłaniały pokoiki, w których (na różnych piętrach) kryli się bohaterowie - i grający na żywo muzycy. Pośrodku, gdy rozsunęła się brudna zasłona, widzieliśmy przytulny, choć tknięty rozkładem pokoik z kanapą. Kabaretem tym rządził konferansjer (Hartmut Neuber) - indywiduum, przy którym doktor Caligari to przystojniak. Zresztą wszyscy bohaterowie, przyodziani w bieliznę, urządzenia ortopedyczne oraz brzydkie, ubogie kostiumy, wyglądali upiornie - jakby scenografowi zależało szczególnie na tym, żeby nie pokazać na scenie ani kawałeczka zdrowego ciała. Zwisające strzępy, kolory sine lub brudnocieliste, makijaż wzięty z ekspresjonistycznych filmów. Jedynie piosenkarka (wspaniała Melanie Wiegman) wyglądała lepiej, co nie znaczy, że normalnie. Chuda, bardzo wysoka, na gigantycznych obcasach, w dziwnych perukach i wampowatych strojach, przypomina lalkę dla dorosłych. Piosenkarka komentowała śpiewem (znakomita muzyka Martyna Jacquesa z zespołu The Tiger Lillies) wydarzenia, dręczyła sadystycznie i erotycznie sięgającego jej do łokcia konferansjera oraz roztaczała chory urok wampa z niemieckich kabaretów, bawiąc się przy tym wspaniale swym wizerunkiem. Szkoda tylko, że konferansjer jej nie dorównywał aktorstwem i osobowością.

Przedstawienie rozkręcało się powoli: atakowanie widzów obrzydliwością było zabawne, ale początkowo nieco nużące. Ale gdy na dobre zapanowała muzyka, a kolejne scenki okazywały się coraz bardziej pomysłowe, dowcipne i zaskakujące, spektakl nabrał rumieńców. Straszne dzieci źle się bawiły, krew tryskała, muzyka grała dziarsko, a widzowie mogli się zastanowić, co sugerował konferansjer, nad freudowskimi mrokami duszy, jak wiadomo - kształtowanej w dzieciństwie.


Staatstheater Nürnberg. "Der Struwwelpeter". Reżyseria - Andreas Nathusius, scenografia - Günter Hellweg, muzyka - Martyn Jacques. Spektakl gościnny w ramach Dni Norymbergi w Krakowie 27 czerwca 2004 r.