Prasa o nas - Thalia Theater - "Czas kochania, czas przemijania"
Gazeta Wyborcza Ogólnopolska: Niemcy w Krakowie / Roman Pawłowski 01-02-2004


Dwa tygodnie prezentacji najnowszych sztuk teatralnych z Hamburga, Berlina i Zurychu. Na finał w Starym Teatrze wystąpił Thalia Theater ze sztuką Fritza Katera "Czas kochania, czas przemijania" uznaną za najlepszy dramat niemieckojęzyczny ubiegłego roku.

Tak mogłaby wyglądać scenografia do filmu Stanisława Barei: ściany pociągnięte burozieloną lamperią, na podłodze byle jakie ławki, w tle prowizoryczna kabina prysznicowa, którą jakaś złota rączka skleciła z kilku desek i kawałka folii. W tej przestrzeni, przypominającej skrzyżowanie sali gimnastycznej z socjalistycznym biurem w remoncie, rozgrywa się akcja przedstawienia Armina Petrasa "Czas kochania, czas przemijania" według sztuki Fritza Katera (pseudonim reżysera). To opowieść o dojrzewaniu w NRD; bohaterami są nastolatki, które przechodzą przez typowe doświadczenia dla swojego wieku: pierwsza miłość, pierwszy papieros, pierwsza impreza, pierwszy raz. Jak w "Autobiografii" Perfectu, z tym że wszystko dzieje się w cieniu muru berlińskiego, który na scenie symbolizuje najwyższa ze ścian.

Socjalizm bez sentymentu

Kater opowiada historię nastolatków z NRD z dzisiejszego punktu widzenia: starsi o kilkanaście lat siadają w kręgu, aby wspominać młodość. Jednak "Czas kochania, czas przemijania" nie mieści się w nurcie "ostalgii", czyli nostalgii za byłą NRD, tak silnym dzisiaj w niemieckiej sztuce i filmie (dość przypomnieć "Good Bye, Lenin!"). Autor, który dzieciństwo i młodość spędził w Berlinie Wschodnim, pokazuje rzeczywistość NRD bez sentymentu: to terror w szkole, w której najważniejszą postacią jest groteskowy nauczyciel wf., to wojskowe uniformy, które czekają zawieszone nad sceną na młodych bohaterów, to postaci ojca bohatera, który emigruje na Zachód, zostawiając rozbitą rodzinę, i jego brata - opozycjonisty skazanego na więzienie.

Ta czasem straszna, czasem śmieszna rzeczywistość, pokazywana z wielką ironią przez aktorów Thalii, zostaje zderzona z drugą częścią sztuki, która rozgrywa się już po zburzeniu muru. Jej tematem jest wyobcowanie - jeden z bohaterów pierwszej części wiąże się z emigrantką, z którą nie umie nawiązać wspólnego języka. Jedynym elementem scenografii jest wystawa sklepu z eleganckimi butami, która wyrosła na tle burych ścian. Jest niedostępna dla przechodniów tak samo, jak baloniki z reklamami McDonald's, które w pierwszej części unosiły się za murem.

Armin Petras unika łatwych ocen, jego przedstawienie wydobywa dramat pojedynczych ludzi, których historia zmusiła do życia na granicy dwóch światów. Jakie wartości przeniosą w nowe życie? Jakie bezpowrotnie utracą? Czy odnajdą własną tożsamość? To pytania, które stawia ten głęboki tekst, nie przypadkiem obwołany sztuką roku przez niemiecką krytykę.

Niemcy na gorąco

Spektakl Thalii był ukoronowaniem trwających od dwóch tygodni spotkań z niemiecką dramaturgią SZUM, jakie przygotował Dom Norymberski, niezwykle aktywna instytucja kultury finansowana z budżetu miasta Norymberga. Do Krakowa zjechała czołówka nowych dramaturgów: obok Fritza Katera - Sibylle Berg z Zurychu, która pisze sztuki o kryzysie emocji, Dirk Dobbrow z Berlina, który za sztukę "Legoland" opowiadającą o psychologicznych skutkach życia w betonowym bloku mieszkalnym dostał Nagrodę Kleista, i Moritz Rinke, autor głośnego dramatu o pracoholikach "Republika Wineta".

Na kilkanaście dni w krakowskiej szkole teatralnej powołano do życia teatr niemieckich sztuk współczesnych, w którym czytania przygotowali studenci reżyserii ze studentami wydziału aktorskiego. Zainteresowanie przekroczyło wszelkie oczekiwania - na wszystkich spotkaniach i warsztatach był nadkomplet widzów.

- Sztuki niemieckie są ciekawe, bo w odważny sposób mówią o społeczeństwie, chwytają życie na gorąco. W niemieckim teatrze jest dobry klimat wokół dramaturgii. Ludzie chętnie chodzą na nowe sztuki, teatry je zamawiają, a premiery wywołują natychmiast żywą reakcję. To żywy, pulsujący obiekt - uważa Renata Kopyto z Domu Norymberskiego, autorka programu spotkań.



Niemiecka dramaturgia wywołuje także coraz większy oddźwięk w Polsce. Prezentowana w Krakowie sztuka Sibylle Berg "Pies, mężczyzna, kobieta" (historia związku opowiadana z punktu widzenia psa) ma być jeszcze w tym sezonie realizowana w Teatrze im. Szaniawskiego w Wałbrzychu i w krakowskiej Bagateli. Do innego dramatu tej autorki: "Pan X" (retrospektywa życia starego, umierającego człowieka) przymierza się Jerzy Stuhr, który wystąpił w warsztatowym przedstawieniu ze swoimi studentami. Nowymi dramatami z Niemiec interesuje się także reżyser Paweł Miśkiewicz, autor m.in. polskiej prapremiery "Przypadku Klary" Dei Loher. Jest więc szansa, że na dwóch krakowskich tygodniach kariera niemieckich sztuk w Polsce się nie zakończy.